Plasterkowa Wojna. Zasłanianie oka dziecku – obturacja

zasłanianie oka

Zawsze podkreślam, że zasłanianie oka dziecku jest jak wojna, której rodzic nigdy nie wygra. Rodzic wygrywa kolejne bitwy – konsekwentnie zakrywając oko, a w ostatecznym rozliczeniu i tak wygrywa dziecko – wygrywa lepiej funkcjonujący układ wzrokowy.

Jestem okropną matką!

Jeśli ostrość wzroku oka, którym zmuszasz dziecko do funkcjonowania jest niska, albo bardzo niska, gdy oko posiada wadę wrodzoną albo gdy „plastrujesz” roczniaka, dwulatka który odkrył swoje zdolności manualne i zaczyna konsekwentnie zdzierać czasami 20 plastrów dziennie, bądź gdy łapiesz ostatnią szansę poprawy wzroku swojego dziecka, które zaczęło szkołę i nie po myśli mu pokazywać się z plasterkiem na podwórku – wtedy zaczyna się Plasterkowa Wojna.

Małe dziecko nie zrozumie, starsze nie chce zrozumieć. Rozumie tylko rodzic. Ten, który zawsze chce dać to co najlepsze, a teraz codziennie musi zmuszać do tego co słabe, czasami nieużyteczne – widzenie ze słabszego oka. Mamy wtedy poczucie wyrządzania krzywdy dziecku. Trudno jest myśleć trzeźwo i rozsądnie gdy cały dzień nie spuszczasz swego płaczącego, rozdrażnionego dziecka z oka nawet na sekundę. Gdy masz wrażenie, że patrzysz na małą bombę, która wybuchnie wielkim żalem do ciebie. Starszak będzie płakał i obrzucał Cię prawdziwymi zarzutami o brak uczuć. I jak tu być konsekwentnym, mądrym, świadomym, opanowanym? Jak wytłumaczyć, przekonać, poprawić humor? Myśl, że jest się najgorszym rodzicem na ziemi przychodzi kilka razy w ciągu dnia. A jednak! Wstajesz rano i zakrywasz dziecku oko. Później z dnia na dzień, z każdym miesiącem protesty się zmniejszają. Dla malucha jest to czynność jak mycie zębów, a starszak sam zauważa, że widzi znacznie lepiej.

Po myślach, że jesteś okropną matką czy ojcem nie ma śladu. Jesteś z siebie dumny.

Mądra Obturacja

Niektórzy okuliści wciąż zalecają zasłanianie oka dominującego na cały dzień przez długi czas leczenia. Jest to niebezpieczne szczególnie w trzech pierwszych latach życia. Niedowidzenie z nieużywania w ostatnich latach jest dobrze wyjaśnionym niepożądanym efektem nieprawidłowo prowadzonej obturacji przez długi czas.

Przy obturacji często rodzice i specjaliści zapominają o oczku pod plastrem czy zasłonką. O to oczko też trzeba dbać! Zwłaszcza jeśli oko rehabilitowane ma wadę wzrodzoną, anatomiczną, ma bardzo duże niedowidzenie powinniśmy mieć świadomość, że ono zawsze będzie „drugie w kolejce do patrzenia”. Oczko pod plastrem to to, które będzie czytało, pisało, oglądało bajki i zauważało niebezpieczeństwa.

Jak prowadzić mądrą obturację? Przede wszystkim regularnie badać ostrość widzenia zarówno w jednym jak i w drugim oku i być czujnym, czy widzenie w tym zakrywanym się nie pogarsza.

Sposób na sukces

Uniwersalnego sposobu na wygrywanie kolejnych Plastrowych Bitew niestety nie ma. Każde dziecko jest inne. Pewne jest jedno. Sposobem na konsekwencje w działaniu jest zrozumienie, że Twoje dziecko potrzebuje obojga oczu do jak najlepszego funkcjonowania wzrokowego. Musisz zrozumieć jak ważne jest widzenie obojga oczu w rozwoju Twojego dziecka. Ta świadomość często jest bardziej mobilizująca niż obco brzmiąca diagnoza lekarska.

Dorota Maciaszek

Dorota Maciaszek

Założycielka Wydawnictwa Oculino. Mama i rehabilitantka dziecka z jednooczną dysfunkcją wzroku, pasjonatka optometrii pediatrycznej i terapii widzenia. Biolożka, optometrysta, terapeuta widzenia.

Więcej postów - Facebook - Google Plus

Share on Pinterest

  • Sylviako

    Michałek miał 20 miesięcy jak zapadła decyzja o okularkach i obturacji. Pierwszy tydzień zostawiłam sobie na przyzwyczajenie dziecka do okularów, co zajęło tak na prawdę z miesiąc, a w kolejnym już tygodniu zaczęliśmy zasłaniać lewe oczko. Istny szał, masakra, plasterki szły jeden po drugim, nie dał go sobie zostawić na 5 minut. Po pierwszym dniu miał straszne siniaki/ krwiaki po odklejaniu plasterków z oka. Baliśmy się wyjść z dzieckiem na miasto, żeby nas nie posądzono o bicie. Odpuściliśmy plasterki i zaczęliśmy zakładać materiałowy obturator na okulary i to się okazało skuteczne. Bardziej to tolerował niż plasterki. Po miesiącu codziennej walki Misiu zaczął akceptować okularki i raz dziennie zasłanianie na 2-3 godziny. Często do tej pory ucieka i od razu ściąga okualarki (to już 5 miesięcy!) jak tylko założy się obturator, ale parę razy założy się je z powrotem i od razu odciągnie uwagę super zabawą i dajemy radę :) po 4 miesiącach okulistka nas bardzo pochwaliła, bo dziecko już prawie nie zezuje. I w takich sytuacjach człowiek jest dumny z tego co robi i motywuje go to do dalszego działania, wszystkie złe myśli i uczucia odchodzą w niepamięć i przekonuje się, że robi się na prawdę coś dobrego.

  • Doroto dziękuje za ten tekst!!! Nawet nie wie wiesz jak bardzo mi pomogłaś..

  • Dominika Da

    witam,gdzie we Wrocławiu jest najlepsza placówka która leczy zeza u rocznych dzieci?bardzo proszę o pomoc